O czym myślisz? Czy może chociaż przez chwilę o tym, że tak cholernie bałam się miłości i przemogłam wiele własnych przeszkód przed obdarzeniem Cię tym uczuciem? Że bałam się pochłonięcia i stracenia tego wszystkiego, co posiadałam wcześniej, zanim Cię poznałam, tego że nie chciałam zostać na ulicy obdarta z całej godności? Nie chcę szybować w przestworzach odziana tylko w naturalną nagość i czuć tę wolność, która doskwierałaby mi najbardziej. Nie lubię braku zobowiązań, chciałam tego samego od Ciebie. Szkoda, że nie słyszysz mojego przeraźliwego pisku, który budzi co sekundę czujność środowiska, w którym udaję, że żyję. Zdzieram struny głosowe chcąc ulżyć swojemu bólu, ale to nic nie daje, bo Ty jak głuchy błądzisz w ciemnym korytarzu, gdzie zmysł wzroku nie przydaje Cię się do niczego. Nie jem, nie piję, nie śpię, nie odzywam się do nikogo, po za bieluśką kartką, do niej się żalę, tylko jej powierzam epitety bólu jaki mi zadałeś. Żałuję i będę robić to dalej, ale ukojenie dałoby mi chyba tylko pochowanie Twojego ciała żywcem.