23 sierpnia 2011

Nawet, gdy będzie Ci cholernie źle nie przestawaj oddychać.


(...) Zapach burzy zwabił ją bliżej okna, szła jak zahipnotyzowana, lecz widać było strach w jej oczach. Stawiała kroki, na przemian, raz biegła, zaraz to stawała i słuchała jak deszcz obija się o gładką taflę przezroczystej szyby. Podchodząc bliżej wyciągnęła swą dłoń w kierunku okna. Dotknęła firany, która została odepchnięta jednym podmuchem wiatru z otwartej okiennicy. Próbowała wyprostować palce lewej dłoni i dotknąć szyby. Zasmakować deszczu zmysłem dotyku, nie tylko słuchu i wzroku. Cofnęła się jednak, gdy coś huknęło. Piorun. Lecz Ona tego nie wiedziała. Wystraszona zrobiła kolejne kroki w tył z obawą przymuszania do smakowania hałasu z zewnątrz. Lampka na szerokim parapecie rozbłysła, cały widok zaczął rzucać cień na drewnianą podłogę. Wspięła się na końce palców niczym mała baletnica i uklękła na parapecie, obok lampki oświetlającej ciemny widok za oknem. Spojrzała na lustro szkła ozdobionego małymi kropelkami wody, które tworzyły obraz jej twarzy, zapłakanych oczy, opadających na dół łez. Po chwili zaczęła dostrzegać coś więcej, już nie sam rysunek niczym z widokówki. Widziała coś, czego nikt nie mógł jej ukraść. Marzenia. W tej mokrej mozaice widziała gładki obraz jej wspomnień. Wreszcie zaczęła czuć rytm swojego serca. Jeżdżąc opuszkami palców po twarzy poznawała jej kształty, gładkość skóry. Opanowała dźwięk swojego głosu, możliwości emocjonalne. Zatracając się w miłości zgubiła najprostszą rzecz – życie.